Wspomnienie o Maryli Włodarczyk

rece

Życie zazwyczaj trwa za krótko,
chcesz coś powiedzieć – no to mów.

A. Osiecka

 

Maria Włodarczyk z domu Sauter.
Urodziła się 31 sierpnia 1938 r. w Lublinie, zmarła 7 maja 2020 r. w Warszawie.
Z wykształcenia matematyk i pedagog specjalny, z powołania nauczycielka, wychowawczyni, druga „matka” dzieci niepełnosprawnych. W 1966 r. ukończyła Państwowy Instytut Pedagogiki Specjalnej na kierunku oligofrenopedagogika, a w 1978 r. skończyła studia matematyczne na Uniwersytecie Warszawskim.

studia

Całe swoje życie zawodowe związała z dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną podejmując pracę w różnych zakątkach Polski. Pracę zawodową rozpoczęła w 1958 r. w Sandomierzu jako nauczyciel matematyki i fizyki w zasadniczej szkole zawodowej. W latach 1959 -1962 pracowała w Państwowym Zakładzie Wychowawczym w Chojnie na Pomorzu Zachodnim, potem do 1967 r. była zatrudniona jako matematyk w Państwowym Zakładzie Wychowawczym w górach, w Szklarskiej Porębie. Lata 1968-1971 spędziła w Szkole Podstawowej Specjalnej w Poznaniu, pracując z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie.

młodosc młodosc2

Do naszego Ośrodka pani Maria przyszła 1 września 1971 r. i pracowała z głuchą młodzieżą, jako nauczyciel matematyki i wychowawca internatu do 30 kwietnia 2004 r. Ostatnie lata pracy świadczyła już jako emerytka. Jesteśmy dumni z tego, że pani Maria Włodarczyk 33 lata pracy zawodowej poświęciła właśnie młodzieży głuchej i naszemu Ośrodkowi.

 praca2

Za swoją wieloletnią pracę na rzecz młodzieży niepełnosprawnej Maria Włodarczyk została odznaczona w 1998 r. Medalem Komisji Edukacji Narodowej przyznanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Otrzymała również w 1982 r. nagrodę Kuratora Oświaty i Wychowania w Warszawie oraz nagrodę drugiego stopnia przyznaną w 1978 r. przez Ministra Oświaty i Wychowania, wielokrotnie nagradzana przez dyrektorów ośrodka.

 medal

nagroda

nagroda2

nagroda3

 

Dlaczego wybrała nauczanie młodzieży głuchej, trudnej czy niepełnosprawnej intelektualnie?
Ponieważ czuła, że powinna pomagać tym, którzy tego potrzebowali szczególnie. Za pomocą liczb i praw królowej nauk czyli matematyki, tłumaczyła uczniom, czym tak naprawdę jest życie. Uczyła też matematyki dzieci znajomych i sąsiadów. Maria Włodarczyk jest autorką podręcznika „Matematyka dla klasy 1 zasadniczej szkoły zawodowej dla głuchych”, który opracowała z myślą o swoich głuchych uczniach. Czuła taką potrzebę pomocy, a przede wszystkim wiedziała, jak bardzo ten podręcznik ułatwi pracę nauczycielom matematyki w polskich szkołach dla głuchych.

ksiązki

Maria, dla nas, kadry OSWG była od zawsze Marylą, Marylką Włodarczyk i taką Ją zapamiętamy.

kadra

Maryla była bardzo skryta i wymagająca wobec innych ludzi, ale czując potrzebę działania i naprawiania świata, w swoim życiu kierowała się mottem św. Franciszka: „Boże, daj mi pogodę ducha, abym przyjął to, czego zmienić nie mogę. Daj mi siłę i odwagę, abym potrafił walczyć o to, co można zmienić i wreszcie, daj mi rozum, abym mógł odróżnić jedno od drugiego. Taki cytat jest w wielu zapiskach Maryli.

motto

Bardzo kochała psy, miała w domu złote spaniele. Była typową „psiarą” i często powtarzała:
Panie, pomóż mi być takim człowiekiem, za jakiego ma mnie mój pies”.
Uwielbiała frezje i pasjanse, które stawiała prawdziwymi kartami, perfekcyjnie je tasując. Maryla kojarzy nam się też z krzyżówkami, które były Jej ogromną pasją. Całe morze krzyżówek, szczególnie Jolki, a wokół zawsze perfekcyjnie zatemperowane ołówki, temperówka i gumka.


Lubiła teatr, dobry kabaret, muzykę poważną i poezję Miłosza, Herberta, Szymborskiej. Miała w domu pianino, na którym grywała. Jednak największą miłością Marylki były książki, które namiętnie czytała do końca życia. Ukochane pisarki to Joanna Chmielewska i Agata Christie, ale lubiła też literaturę piękną, klasykę i książki, jak to mówiła „lekkie, łatwe i przyjemne”.
Pielęgnowała wieloletnie przyjaźnie i lubiła być z ludźmi, ale na przyjaźń z Marylą trzeba było zasłużyć. Wielu osobom przypominała Agnieszkę Osiecką.
Wrażliwa i opiekuńcza, nie była typową Matką-Polką. Sprawy codzienne ją przytłaczały, ale ze swoją córką miała doskonałą więź. Często zabierała ją na uroczystości ośrodkowe. Stosunek Maryli do kolegów i koleżanek z Ośrodka obrazują wspomnienia córki:
Pamiętam, że nauczyciele z różnych okazji otrzymywali kwiaty. Kiedyś Ją zapytałam, czemu dostaje tak mało kwiatów. A Mama powiedziała: „Kochanie, dostaję bardzo dużo kwiatów, ale część z nich rozdaję, bo w mojej pracy są osoby, o których nie zawsze się pamięta, że są”. Wtedy stwierdziłam: „No ale przecież dzieciom, które Tobie dały byłoby przykro, że dałaś je komuś innemu”. Mama odpowiedziała: „To będzie nasza tajemnica z tymi kwiatkami, a ten „ktoś inny” ogromnie się z nich ucieszył”.

frezje

zdj


Maryla Włodarczyk w oczach nauczycieli i absolwentów OSWG.
Ze smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci pani Maryli Włodarczyk. Przez pięć lat pani Maryla była wychowawczynią mojej klasy w liceum. Była bardzo dobrą nauczycielką matematyki i cieszyła się wielkim autorytetem wśród młodzieży niesłyszącej naszego Ośrodka. Bardzo dobry człowiek. Nadal nie mogę uwierzyć, że Jej już z nami nie ma. Była znana ze swojej życzliwości i dobrego serca. Gdy ktoś potrzebował pomocy lub rady, nigdy nie odmawiała. Dla mnie była przede wszystkim wspaniałym człowiekiem, od którego wiele się nauczyłam. Poświęcała mi swój czas prywatny na przygotowanie do nauki matematyki na studiach. Potem los znów zetknął mnie z Nią, gdy podjęłam prace w OSWG. Wymieniałyśmy się doświadczeniami, rozwiązywałyśmy wspólnie problemy. Była autorką podręcznika do matematyki dla klasy pierwszej szkoły zawodowej. Wszystko, o czym wspomniałam, sprawia, że dziś jest mi szczególnie trudno pożegnać się z Nią. Jej odejście napełnia mnie żalem i smutkiem.

Edyta Sapińska

 

Moje wspomnienia o Maryli są z dystansu, z obserwacji, nic osobistego nie mogłam sobie przypomnieć. Choć to bardzo ciepłe i pozytywne skojarzenia. Piękna kobieta, dostojna, nieco zaaferowana, czyli pochłonięta różnymi sprawami, ciepła, mądra, uważna na uczniów, rzeczowa.

Danuta Zielińska

 

Maryla
Marylka nie lubiła się fotografować. To jedyne zdjęcie, które mam, to z Dnia Nauczyciela 1993 roku, z Jagodą Solarską i Lusią Kornatowską. Ten tercet sprawił, że zostałam na Łuckiej na całe zawodowe życie. Ukształtowały mnie jako nauczycielkę, były opoką pracy pedagogicznej w Ośrodku, niekwestionowanym autorytetem dla młodszych nauczycieli z mojego pokolenia. Z mądrą życzliwością, pozostawiając nam pole do własnych decyzji, opiekowały się młodą kadrą niczego nie narzucając, jedynie dając przykład solidnej, uczciwej pracy nauczycielskiej.

Małgorzata Borucka


Przy sporadycznych kontaktach, odebrałam p. Marylę jako osobę bardzo zaangażowaną w edukację młodzieży niesłyszącej, ciepłą i życzliwą dla każdego. Pełną spokoju budzącego zaufanie i tej charyzmy, którą mają Nauczyciele mocno zaangażowani w nauczanie, szczególnie uczniów z niepełnosprawnością słuchu. Zawsze uśmiechnięta, spokojna, serdecznie witana przez młodzież i współpracowników.

Kaja Maciejska- Roczan


Cicha, zamyślona, bardziej myśląca niż mówiąca... Introwertyczka, myśląca o innych! Była prawa, bardzo pryncypialna w tych trudnych czasach, gdy trudno było być przyzwoitym człowiekiem - Ona taka była. Chętnie radziła, dyskretnie pomagała. Była niezwykle dyskretna i lojalna!

Elżbieta Cichosz


Pani Maria Włodarczyk była moją wychowawczynią przez 4 lata. Mogę śmiało powiedzieć, że to była moja druga Mamusia. Taka „kwoka”, że zawsze walczyła o nas. Potrafiła słuchać o różnych problemach z naszych spraw szkolnych i osobistych. Jak naskrobaliśmy coś, to umiała nas wyprowadzić na prostą. Miała dla nas pomocną dłoń i serce. Była też moją nauczycielką matematyki. W poprzedniej szkole miałem trudności z tego przedmiotu, a dzięki Pani Marii pokochałem ten przedmiot. Nadrobiłem zmarnowany czas nauki i zdałem maturę. Zapamiętam Panią Marię jako osobę cierpliwą, ciepłą i pomocną. Była, jest i będzie w moim sercu.

Mariusz Klimczewski,
Liceum Zawodowe rok 1981-1985,

 

"Odeszłaś cicho, bez słów pożegnania
(...) jakbyś nie chciała swym odejściem smucić...
(...) jakbyś wierzyła w godzinę rozstania,
że masz niebawem z dobra wieścią wrócić"
ks. J. Twardowski

Ze smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci Marii Włodarczyk, koleżanki z pracy. Dla mnie pani Maria była serdeczną, ciepłą osobą. Obdarzała swoim łagodnym, delikatnym i spokojnym uśmiechem. Pani Mario, na zawsze pozostaniesz w mej pamięci.

Wioleta Majewska-Gocejna


Tak pamiętam Panią Marylkę Włodarczyk,
w roku szkolnym 1994/1995 byłam maturzystką. Pani Włodarczyk w ówczesnym roku prowadziła intensywne zajęcia przygotowujące do matury z matematyki. Zajęcia odbywały się najczęściej dwa razy w tygodniu po lekcjach aż do kolacji – we wtorki i czwartki. Z kolegą Michałem z uwielbieniem chodziliśmy na Jej zajęcia. Aż po dzisiejszy dzień pamiętam jak rozwiązywaliśmy zadania ze statystyki, trójkątów liczbowych oraz rachunku prawdopodobieństwa. Męczyliśmy się z trygonometrią i ciągami arytmetycznymi. W nagrodę bawiliśmy się piramidami matematycznymi. Była wspaniałą nauczycielką z powołania. Z wyglądu była piękną kobietą, o wzroście modelki, z dużymi pięknymi oczami i włosami zawsze związanymi w koński ogon. Jestem Jej ogromnie wdzięczna, ponieważ zdałam maturę na ocenę bardzo dobrą. Ona uważała jednak, że powinnam otrzymać piątkę z minusem, bo znalazła ukryty błąd w jednej odpowiedzi z rozwiązań. Była osobą bezpośrednią i szczerą aż do bólu. Taką Panią Marylkę zawsze pamiętałam i będę pamiętać.

Agata Jasińska


Wakacje z Marylą Włodarczyk
Przez wiele lat (lata 80 i 90-te) spędzałam część wakacji z Marylą. Nie był to wypoczynek, lecz ciężka praca na rzecz szkoły. Otóż w ostatnie dwa tygodnie wakacji Maryla z moją pomocą tworzyła plan lekcji dla szkoły i warsztatów. To ONA nauczyła mnie zasad tworzenia planu lekcji i organizacji zajęć w szkole. Nie było wtedy programów komputerowych, ba, nie było w szkole komputerów. Wszystko musiało powstawać w wyobraźni. Była świetnym strategiem, była spostrzegawcza i uważna przy każdym ruchu na planie. Potrafiła fantastycznie planować, przewidywać skutki każdego ruchu, każdego przestawienia kolorowego kołeczka. Układanie planu „wciągało” niczym dzisiaj dobra, strategiczna gra komputerowa. Siedziałyśmy godzinami skupione, jak w amoku, by wymyślić najlepszy, dobry dla uczniów i zadowalający nauczycieli, układ lekcji. Każdego ranka spotykałyśmy się przed deską i kolorowymi kołeczkami. Maryla przychodziła z dziećmi i tradycyjnie, siatką owoców i jedzenia dla nich. Przerwy na kawę czy jedzenie wypełniały nam rozmowy o życiu. Gdy, jako młoda mama, narzekałam na ogrom pracy przy moich małych synkach, Maryla spokojnie stwierdziła: „małe dzieci- mały kłopot, duże dzieci- duży kłopot.” Na zawsze zapamiętałam tę JEJ maksymę. Wtedy zanegowałam jej stwierdzenie, dziś po wielu, wielu latach wiem, że miała rację.

Krystyna Krawczyk


Maryla jako zdeklarowana psiara wiedziała, że czworonogi zawsze kochają bezwarunkowo, lojalne do końca. Od ludzi wymagała bardzo dużo, gdyż była wymagająca wobec siebie samej. Niełatwo było zasłużyć na Jej przyjaźń, ale na ciepłe słowo, konstruktywną krytykę i pomocną dłoń zawsze można było liczyć. Wydawała się nieprzystępna, ale kto Ją bliżej poznał, wiedział, że to człowiek o złotym sercu. Marylko, do zobaczenia.

Anna Antos

 

wspomnienia

 

 

 

 

 

…takie zdjęcie kartki z 2002 roku, dostałam od Córki Maryli, Pani Agnieszki…cóż mogę dodać? Słowa wciąż aktualne i takie już zostaną. Byłaś uważna na innych ludzi, sama o sobie mało mówiłaś, pomagałaś tam, gdzie mogłaś pomóc. Nie pamiętam Cię rozzłoszczonej, raczej sugerującą wzrokiem, wszystko mówiącym „naprawdę?...naprawdę tak myślisz?”. Pozostawiałaś wolność myślenia, dopóki te myśli kogoś nie krzywdziły. Miałaś odwagę stawać w obronie innych, rzadko w swojej sprawie- machałaś wtedy ręką i mówiłaś „…aaa, jakoś to będzie…”.
I jakoś było….teraz już będzie inaczej…teraz ja tę kartkę będę przechowywać przez kolejne lata…kartkę i pamięć o Tobie.

Barbara Puczyńska

 

MARYLA – to dla mnie OSWG. Poznałyśmy się w pracy 44 lata temu. ONA – uosobienie logicznego myślenia, niezwykłej lojalności, niezbyt wylewna, ale szczera i taka prawa. Mało miała czasu dla siebie. Dom, dzieci, troski dnia codziennego, praca, zwykła codzienność. Kochała literaturę, muzykę. Była mistrzem riposty. Słuchała, obserwowała a potem jedno zdanie, takie w punkt. Czasem udawało się nam wpaść do kawiarni Przy ul. Prostej lub przy Hali Mirowskiej z torbami warzyw, owoców i innych zdobyczy. (trudne lata osiemdziesiąte). Wtedy odsłaniała swoją inną twarz. Opowiadała dowcipnie, oczy się Jej śmiały. Zdradzała swoje sekrety, wspominała przeszłość…..Bardzo lubiłam te nasze chwile w realu a potem długie telefoniczne rozmowy. Z ogromnym żalem wykreślam Twój telefon – Marylko. Żegnaj Kochana. Będę pamiętać.

Barbara Kaczanowska

 

 foto

f

img

© 2017 Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Głuchych w Warszawie